Hotel Alpejski, czyli plusy i minusy naszego noclegu w Karpaczu

Hotel Alpejski, czyli plusy i minusy naszego noclegu w Karpaczu

Zgodnie z obietnicą zamieszczoną w poście z pierwszego dnia naszego pobytu w Karpaczu, chcieliśmy podzielić się naszymi refleksjami odnośnie naszego noclegu. Czy warto się tam zatrzymać, czy może lepiej poszukać innych miejscówek? Zapraszam do lektury. 😉


Swój wywód na ten temat podzielę na kilka kategorii, opisując pokrótce nasze wrażenia w każdej z nich. A więc zaczynamy!

Lokalizacja. Hotel Alpejski położony jest w dolnej części Karpacza, w dość spokojnej okolicy. Do plusów tej miejscówki można zaliczyć łatwy dojazd samochodem i wspomniany spokój. Minusem może być pewna odległość od centrum (głównego deptaku), do którego dojście zajmuje około 15 minut. Fakt jest jednak taki, że naszym zdaniem wyjazd do Karpacza bez własnego samochodu mija się z celem, gdyż wszelkie atrakcje są dość znacznie od siebie oddalone, a komunikacja miejska nie rzuciła nam się w oczy. Karpacz to nie Zakopane, gdzie na każdym kroku na turystę czeka BUS gotowy zawieźć go w wybrane miejsce i trzeba mieć tego świadomość.

[google_maps id=”173″]
Miejsce parkingowe. Hotel posiada prywatny parking zamykany na noc. Co bardzo ważne, jest on bezpłatny! Parking nie jest bardzo duży, ale nie mieliśmy nigdy problemu ze znalezieniem miejsca.

Infrastruktura. Pokoje hotelowe są czyste i przestronne. Minusem były jednak brak czajnika (przezornie zabrałem grzałkę ;)), JEDEN wolny kontakt w pokoju (co przy potrzebie naładowania dwóch komórek, aparatu i laptopa baaardzo utrudniało życie)  oraz mała liczba wieszaków do suszenia ręczników, które były przez nas bardzo często używane (o tym za chwilę :)). W budynku znajduje się także restauracja (nieczynna w poniedziałek) i bar. Co bardzo ważne, Alpejski posiada własny basen, jedno małe jacuzzi i saunę (także fińską, dostępną na dworze), które bardzo chętnie odwiedzaliśmy (poza tą sauną fińską :)) popołudniami po wcześniejszym zwiedzaniu okolicy. Z tych wszystkich atrakcji można korzystać bezpłatnie, co jest niewątpliwym plusem.

Obsługa. Hotelowa obsługa była bardzo miła i to chyba jego największy plus. Panie z recepcji były bardzo pomocne, gdy poszukiwaliśmy dobrej jadłodajni. Kelnerom i paniom sprzątającym także nie można niczego zarzucić, pełna kultura i profesjonalizm.

Jedzenie. Tutaj mamy mieszane uczucia. Właściwie można powiedzieć, że śniadania w formie szwedzkiego stołu umożliwiały dość szeroki wybór jedzenia, jednak warto wspomnieć o jednej rzeczy – Alpejski to hotel 4-gwiazdkowy, a nam zdarzało się dużo lepiej jadać w hotelach o niższym standardzie. Plus za to, że było zawsze świeżo i smacznie. Minus za brak kawy z ekspresu do śniadania, co przy tej klasie hotelu powinno być standardem. Z restauracji hotelowej korzystaliśmy raz – było smacznie, ale niestety dość drogo, choć taki już urok hotelowych restauracji. 😉

kaczka Alpejski

Pierś z kaczki w sosie malinowym z hotelowej restauracji.

Cena. Tutaj odczucia też mamy mieszane. 🙂 No bo z jednej strony w internetowych systemach rezerwacyjnych można trafić na ciekawe promocje i cena finalna za Alpejski jest całkiem przyjemna (jak za 4 gwiazdki). Z drugiej ma się wrażenie, że czasem trochę na siłę chce się klienta oskubać z dodatkowych drobnych. Na przykład, wynajem szlafroka – 10 zł na cały pobyt, kawa z ekspresu do śniadania – płatna (nie wiem ile, bo ekspres się zepsuł :))… Naszym zdaniem takie triki w hotelu tej klasy to lekka porażka i pozostawiają one mały niesmak.

Podsumowując, pobyt w Alpejskim możemy uznać za przyjemny, głównie za sprawą przyjaznego personelu i basenowych atrakcji. Nie obeszło się bez kilku wpadek czy niedogodności, ale wydaje nam się, że jest to całkiem niezły wybór w kategorii cena/jakość. Oczywiście, można znaleźć tańsze noclegi w pensjonatach, a także bardziej luksusowe w Gołębiewskim. Wybór oczywiście należy do Was. 😉

 

Super-tata, gadżeciarz, żużloholik, miłośnik kultury wysokiej (m.in. Luxtorpeda, Armia) i Kanonierów z północnego Londynu. Zawodowo bada niezbadane i kaleczy kod. Podczas zagranicznych eskapad tłumacz i pseudo-fotograf. Jego największym marzeniem podróżniczym jest przeżyć mecz na The Emirates (bo na Camp Nou już był).

KOMENTARZE

  1. Kasia Rorat

    22 lutego 2015, 21:39

    Kochani! Super widzieć co się u Was dzieje! Super, że udało Wam się wyrwać na urlopik! Pozdrawiam serdecznie, uściski przesyłam i mam nadzieję, że uda nam się niedługo zobaczyć…. 😀

KOMENTUJ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *