Saktuarium Madonny św. Łukasza… z wózkiem

Saktuarium Madonny św. Łukasza… z wózkiem

W niedzielny poranek naszego weekendowego wypadu do Bolonii postanowiliśmy przejść się do sanktuarium Madonny św. Łukasza. Właściwie to J. postanowiła, bo ja wolałem sobie poleniuchować w mieście, ale na kobiecy upór czasem nie ma lekarstwa. ;P Tak więc rozpoczęliśmy nasz „spacerek”, który według map Google powinien trwać około godziny w jedną stronę.


Wspomniane sanktuarium było położone około 5,5 km od naszego noclegu. Droga, która prowadzi do niego od bramy Porta Saragozza, składa się z 666 arkad. Ot, taka ciekawa liczba… Ciekawe jest też to, że pod osłoną arkad idzie się w praktyce od początku, aż do samego końca. Mogłoby się więc wydawać, że jest to trasa idealna na spacerek z wózkiem. Wprawdzie świątynia znajduje się na wzgórzu i momentami na trasie znajduje się kilka schodów, ale to nic, przecież idziemy pod osłoną arkad… No właśnie. Niestety J. nie wzięła pod uwagę tego, że „kilka” schodów w połączeniu z wysoką temperaturą i wózkiem da nam dużego kopa w przysłowiowe cztery litery. No bo wiecie, ja się nie znam i cały ten szlak jest idealny na wyprawę z małym dzieckiem. 😉 Dobra, koniec szydery. 🙂 Teraz kilka wrażeń i porad dotyczących naszej wycieczki.

Niedaleko za Porta Saragozza warto zatrzymać się na chwilę, odpocząć i wypić pyszną kawę w kawiarni Neri. Zakup można też uzupełnić o ciastko. 😉

1 2

Poza tym na trasie nie znajduje się zbyt wielu atrakcji godnych uwagi.

3

Idziemy sobie arkadami po płaskim terenie, aż tu nagle zaczyna się podejście pod górę, które urozmaicają czasem schody.

4 5 6

Momentami dość duże partie schodów.

7 8

Choć jak wspomniałem wcześniej, idąc bez dziecka i wózka nie powinny być takie straszne. W miarę gdy osiągamy coraz większą wysokość, zaczynają nam się ukazywać coraz fajniejsze widoki na Bolonię.

9

Co ciekawe, wzdłuż całego podejścia za murami znajdują się także apartamenty. 🙂

10

Gdy tak sobie szliśmy i szliśmy pokonując kolejne stopnie, naszym oczom ukazał się niecodzienny pojazd, stylizowany na pociąg. Postanowiliśmy zbadać na górze skąd odjeżdża i ewentualnie załapać się na niego z powrotem.

11

W końcu osiągnęliśmy cel naszej podróży.

11b 12 13 14 15

Widok z góry był całkiem ładny.

16 17 18 18b

Nie udało nam się jednak zwiedzić sanktuarium, gdyż w środku trwała Msza Św. Należy nadmienić, że w kościele znajduje się obraz Matki Bożej, który rzekomo został namalowany przez św. Łukasza. Teren otaczający budowlę nie był zbyt duży i mówiąc szczerze nie była tam nawet jakiegoś fajnego kącika, żeby odpocząć. Po krótkim postoju postanowiliśmy więc zejść niżej i poszukać przystanku tajemniczego bolidu.

19 20

Pomógł nam w tym policjant, który wskazal nam przystanek autobusowy. Jak do niego trafić? Gdy idziemy od strony sanktuarium do drogi, po dojściu do niej należy udać się w lewo. Za chwilę trafimy na przystanek autobusowy.

Okazało się, że bilet na nasz pociąg kosztuje dość sporo, bo 10 Euro w jedną stronę. Pojazd ten dojeżdża (i odjeżdża) z samego centrum Bolonii – Piazza Maggiore. Jest to więc pewna alternatywa dla tych, którzy nie lubią się męczyć. 😉 Obok przystanku pociągu mieści się jednak przystanek autobusu linii 58, który wprawdzie nie wjeżdża do centrum miasta, ale dowozi nas do miejsca, w którym jest już płasko i przyjemnie. Postanowiliśmy z niego skorzystać, a bilet to tylko około 1,5 Euro od osoby. 🙂

21 22

W ten oto sposób opuściliśmy sanktuarium Madonny Św. Łukasza. Wycieczka może nie była do końca nieudana, bo udało się osiągnąć cel i podziwiać piękną okolicę, jednak nie polecimy jej rodzicom z małymi dziećmi. Gdyby J. zdawała sobie sprawę, jak naprawdę wygląda ta trasa i co czeka nas na górze, to pewnie zafundowalibyśmy sobie jakąś inną atrakcję. 😉 Być może nasze odczucia są takie a nie inne, gdyż nie udało nam się w pełni zwiedzić kościoła. A może i to nic by nie zmieniło, trudno powiedzieć. 🙂

Super-tata, gadżeciarz, żużloholik, miłośnik kultury wysokiej (m.in. Luxtorpeda, Armia) i Kanonierów z północnego Londynu. Zawodowo bada niezbadane i kaleczy kod. Podczas zagranicznych eskapad tłumacz i pseudo-fotograf. Jego największym marzeniem podróżniczym jest przeżyć mecz na The Emirates (bo na Camp Nou już był).

KOMENTARZE

KOMENTUJ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *